28 Sie

Bariery w umyśle

Z nastoletniego epizodu pochłaniania odcinków japońskich animacji dla chłopców pozostało mi już bardzo niewiele.

Do tej pory zapamiętałam jednak kilka złotych myśli, które oświecają mi dalszą drogę. Jedna z nich mówi: Wszystkie Twoje wysiłki są na nic, jeśli w siebie nie wierzysz. Jak to się ma do sytuacji osób z niepełnosprawnościami – już tłumaczę.

W dyskusjach, w których pojawia się motyw często przewija się motyw barier. Czasami pojawia się stwierdzenie, że bariery tworzą sami pełnosprawni. Owszem, we wszystkich argumentach tego rodzaju tkwi sporo racji, ale… ile osób z niepełnosprawnościami pogarsza swój stan, tworząc mentalne zasieki i mury – często nie do sforsowania bez specjalistycznej pomocy – psychologicznej lub terapeutycznej? Wbrew pozorom, jest to problem częstszy, niż mogłoby się wydawać. Zdaję sobie sprawę, że nie powinnam uśredniać, w końcu bagaże ludzkich doświadczeń z niepełnosprawnością mają różną wagę, a ich problemy – inny kaliber, ale do utrzymania ciała w najlepszej osiągalnej dla siebie kondycji niezbędna jest praca nad umysłem. Powtórzę jasno: nawiązuję do grupy tych osób z niepełnosprawnością, których największymi barierami są blokady, jakie sami tworzą w swoim umyśle. Nie dotyczy to tak bardzo tych, których istota niepełnosprawności spycha myślenie o sobie na dalszy plan, niemniej jednak każdy może poświęcić chwilę na refleksję o swoim podejściu do niepełnosprawności.

Jest w tej refleksji nutka osobistych doświadczeń ostatniego czasu. Być może częściowo zainspirowała mnie lektura książki o Nicku Vujiciciu, znanego na całym świecie chrześcijańskiego mówcy motywacyjnego autorstwa jego ojca, który w poruszający sposób opowiada o swoim procesie adaptacji do pojawienia się w rodzinie dziecka z rzadką niepełnosprawnością. Mimo, że początkowo zmagania te były bardzo trudne, a sam Nick Vujicic przechodził ciężkie chwile, ostatecznie wyswobodzenie się z barier mentalnych pozwoliło mu prawdziwie cieszyć się życiem i dokonać tego, co sam uważał za niemożliwe. Chciałabym zachęcić do praktykowania takiego podejścia na tyle, na ile jest to możliwe (tak – wiem, że rzeczywistość systemowa w naszym kraju może skutecznie zniechęcać do życia ponad przetrwanie), ale nawiązując do myśli przewodniej tego tekstu – w aspekcie naszego stanu psychicznego, wszystkie lekarstwa (głównie mam na myśli leki psychotropowe), terapie, masaże, czy inne próby doraźnej pomocy będą na nic, jeśli nie będziemy dobrze myśleć o sobie i dbać o higienę psychiczną. Wbrew pozorom, możemy wyrządzić sobie ogromną krzywdę mentalną, choćby tłumiąc emocje, czy pielęgnując w sobie szeroko pojęte obniżone poczucie własnej wartości powiązane z niepełnosprawnością. Oczywiście, często obalenie bariery mentalnej pociąga za sobą walkę z szeregiem kolejnych i nie da się tego nie dostrzec. Podtrzymuję jednak, że nie ma co tracić energii na to, na co nie mamy wpływu – problem staje się problemem tylko wtedy, kiedy go za taki uważamy. A więc – czy niepełnosprawność musi przekreślać całą naszą przyszłość i ograniczać ją do czterech ścian własnego domu lub innego miejsca pobytu, a w porywach – do granic naszego ciała? Wiecie, że tak nie jest. Niektórzy potrzebują tylko więcej czasu lub pozytywnego bodźca, by to przyjąć. Pewne jest jedno: wysiłek związany ze zmianą nastawienia jest wart podjęcia.

Do zyskania – a zarazem do stracenia – jest jakość naszego, własnego życia. Czy nie warto o nie zawalczyć?

Weronika Miksza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.