23 Kwi

10 rzeczy, o których chciałoby ci powiedzieć dziecko z autyzmem, E. Notbohm

To już drugie wydanie książki, która powstała dzięki sukcesowi artykułu pod tym samym tytułem, co samo w sobie powinno mówić o jej wartości. Niestety, nie mogę wypowiedzieć się aż tak entuzjastycznie.

Sukces tej książki wydaje mi się całkiem zrozumiały. Jak słusznie zauważyła autorka, o ASD często mówi się w imieniu osób z ASD, podczas gdy to one powinny zabierać głos. Kiedy książka ukazywała się 8 lat temu na polskim rynku, postrzeganie autyzmu było inne. Niestety dla autorki,świat poszedł jednak do przodu i wiele z opisywanych treści nie jest już tak odkrywczych, jak 8 lat temu. Choć autorka tłumaczy, że zdecydowała się na drugie wydanie ze względu na potrzebę opisania dorastania jej syna, odnoszę wrażenie, że ponowne wydanie zaszkodziło tylko treści. Nawet, jeśli książka zyskała na uzupełnieniu, nie można pozbyć się wrażenia, że trzyma się w rękach odgrzewany kotlet. Pomimo tego, że autorka chciała oddać głos samym zainteresowanym, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że nie dała im (m.in.: swojemu synowi) zbyt wielkiego pola do wypowiedzenia się, ograniczając się do anegdot. Każda osoba z autyzmem jest inna, ale widzę pewną niekonsekwencję: albo piszę o oddawaniu głosu osobom z ASD i w odpowiednich proporcjach to robię, albo pomijam ten wątek całkowicie i bez przeszkód toczę dalej narrację.

Gdyby układ książki pozostał przy 10 rzeczach, które chciałoby Ci powiedzieć dziecko z autyzmem – są one krótko wyszczególnione na początku, a następnie rozbudowane w rozdziałach – być może książka byłaby czytelniejsza. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, układ utrudnia jej zrozumienie. Moim zdaniem, lepszym rozwiązaniem byłoby napisanie 10 rozdziałów od razu. Dodatkowo, w każdym z tych rozdziałów pojawiają się dodatkowe podrozdziały, które owszem, poruszają ważne wątki (np. zbyt niskich oczekiwań lub zbyt wygórowanych), jednak w moim odczuciu, lepiej by było poświęcić tym problemom tylko kilka zdań. Ostatecznie, układ nie przypadł mi do gustu – ba, mam wrażenie, że treść książki jest sztucznie rozwleczona na te kilkadziesiąt stron. Brak naturalnej narracji nie pomaga w cieszeniu się lekturą.

To, co rzuciło mi się w oczy, to zbyt duża koncentracja na jednej osobie – w tym przypadku synu. Gdyby była to opowieść autobiograficzna, nie uważałabym tego za problem. Jeśli jednak książka jest prezentowana jako pewien poradnik (sugeruje to np. tytuł), to odstępstwo od oczekiwań powoduje tylko rozczarowanie. Tak, zaliczam się do grona niemile zaskoczonych. Forma poradnika niesie za sobą pewną uniwersalność (choć wiem, że trudno ją osiągnąć, pisząc o spektrum autyzmu). Tymczasem książka wydaje mi się, mimo starań, zbyt osobista. Mimo uniwersalnych odniesień pozostaje mi w głowie, że jest to w gruncie rzeczy historia jednego człowieka, a takich pozycji – zwłaszcza pisanych przez matkę – jest dużo na rynku. Ponadto, nie wszyscy rodzice czują się pokrzepieni cudzym nieszczęściem (dość mają własnego) i jest to skądinąd zrozumiałe. Niektóre aspekty, poruszane przez autorkę, wydają mi się też problemami typowo amerykańskimi (np. nadużywanie słowa autystyczny w stosunku do osób niemających autyzmu), choć w polskich realiach też zdarzają się nadużycia (vide prof. Nowak i jego powiązanie autyzmu z chorobą psychiczną). Nie do końca zgadzam się też z niektórymi stwierdzeniami, np. sugestią, że autysta nie potrafi kłamać, co może zostać odebrane jako cecha ogółu.

Gdybym miała ją polecić rodzicom z ASD, byliby to raczej rodzice, których dzieci zostały świeżo zdiagnozowane pod kątem autyzmu. Inne grupy rodziców mogą czuć się mniej lub bardziej rozczarowane zawartością.Dałabym też tę książkę do ręki tym rodzicom, którzy zupełnie sobie nie radzą z diagnozą dziecka; niestety, ze świadomością, że raczej nie będą w stanie skorzystać z tych rad. Nie ujmując nic popularności tej pozycji, jaką osiągnęła kilka lat temu, odnoszę wrażenie, że dziś znalazłyby się lepsze i wszechstronniejsze pozycje. Pewnie znajdzie się tam coś dla każdego… o ile nie brakuje nam czasu i nadziei.

Weronika Miksza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.