2 Kwi

Tłumaczenie wywiadu z Jenem Lemsterem

Jem Lester: ‘Pozwolić na odejście swojego dziecka w wieku 11 lat, wiedząc, że już nigdy nie będzie z tobą mieszkał, jest bardzo trudne”. Mówi to były dziennikarz, będący ojcem autystycznego chłopca, którego stan został opisany w jego debiutanckiej noweli pn. Sztum. Dodaje: ‘Te dzieci są najbardziej wrażliwą z grup, jaka jest, ponieważ nie są niczemu winne”.

Jem Lester jest byłym dziennikarzem i nauczycielem angielskiego oraz studiów medioznawczych. Jest ojcem głęboko autystycznego chłopca, którego doświadczenia skłoniły go do napisania debiutanckiej noweli, Sztum.

Hannah Beckerman: Sztum dotyczy rodziny zmagającej się z zaburzeniem swojego autystycznego niemówiącego 11-latka, usiłując usankcjonować stosowną opiekę nad nim w domu pomocy społecznej. Ile z opisywanych wydarzeń jest opartych na faktach?

J.L.: Opisany proces jest całkiem bliski prawdzie. Przeszedłem rok sporu z naszymi lokalnymi władzami o miejsce dla mojego syna, Jonaha. Zatem historia biurokracji oraz koszt procesu są całkiem dokładnie odwzorowane.

H.B.: Rodzice opisani w książce walczą również o przetrwanie ich wzajemnej relacji. Czy odzwierciedla to Twoje własne doświadczenia?

J.L.: Nie, ja i moja żona rozwiedliśmy się, kiedy mój syn był bardzo mały – nie miało to nic z nim wspólnego. Lecz mieliśmy niezwykle dobrą relację, więc gdybyśmy nie byli związkiem małżeńskim i nie mieszkali w tym samym domu, wciąż bylibyśmy parą. Nadal walczę ze złamanym sercem i jestem w stanie wyobrazić sobie, jakim ciężarem rozwód był dla niej.

H.B.: Czy kiedykolwiek rozważałeś opisanie swojej prawdziwej historii zamiast noweli? Dlaczego zdecydowałeś się uczynić wydarzenia w książce fikcją?

J.L.: Zawsze miałem awersję do nieszczęśliwych, prawdziwych historii. Chciałem jednak szczerze opisać problem, z którym żyję, wychowanie i walkę o swoje głęboko autystyczne dziecko, ponieważ z tego co sobie przypominam, taka historia nie została dotychczas opisana.

H.B.: Jak to jest, opublikować tak osobistą historię?

J.L.: Była w tym zarówno euforia, jak i smutek.  Kiedy masz pozwolić na odejście swojego dziecka w wieku 11 lat, wiedząc, że już nigdy nie będzie z tobą mieszkał, jest to bardzo trudne, bardzo trudne. Jest w tym proces żałoby. Zatem, w tym czasie napisałem nowelę. Mój syn poczynił ogromne postępy i jest niesamowity, ale zdaje sobie sprawę – nie mam go więcej obok siebie na co dzień. W ostatniej dekadzie, posiadanie autyzmu stało się niemal modne…

H.B.: Jest tu dużo akcji dotyczącej trzech pokoleń kobiet, lecz znacznie mniej na temat trzech pokoleń mężczyzn. Czy uważasz, że w noweli wątki toczące się wokół mężczyzn są mniej eksplorowane?

J.L.: Tak. Chciałem ukazać męską perspektywę, ponieważ bardzo często uważam, że są cisi, nie tylko w literaturze, ale także w życiu. Novele są zrzutami wspomnień i te odnoszą się właśnie do mężczyzn.

H.B.: W ostatnim czasie sportretowano sporo autystycznych bohaterów, lecz Twój obraz stoi w sprzeczności ze zmagającym się z autyzmem geniuszem. Czy jest to stereotyp, któremu rzuciłeś wyzwanie?

J.L.: Tak było. Kiedy mówisz, że Twoje dziecko jest autystyczne, pierwsze pytanie, jakie jest zadawane, to: “Jaki ma talent”?  To drażni. W ciągu ostatnich 10 lat, posiadanie autyzmu stało się niemal modne. Są tacy celebryci, którzy uważają, że mówienie o sobie jako lekko autystycznych jest super. Widoczne, autystyczne dzieciaki są tymi w szkołach masowych, które żyją w domu I które mają swoje słabości, ale jest grono dzieci, które takie nie są.

H.B.: Czy jesteś przygotowany na ewentualność, że możesz stać się twarzą kampanii dotyczących autyzmu?

J.L.: Nigdy nie opisałbym siebie jako eksperta od autyzmu. Chciałbym myśleć, że jestem ekspertem od mojego syna, ale jest tylko jedną osobą. Lecz uważam, że ta grupa jest prawdopodobnie najbardziej wrażliwą ze wszystkich, ponieważ w żadnym razie nie są niczemu winne, nie mogą się komunikować i z tego powodu potrzebują opieki.  Nie nastawiałem się na napisanie kampanijnej noweli, lecz chciałem umożliwić czytelnikom utożsamienie się z sytuacją i zobaczenie, że te dzieci wymagają dożywotniej opieki. Ponieważ, tak naprawdę, zawsze są dziećmi. Mój syn może osiągnąć 19 lat, ale nigdy nie będzie naprawdę dorosły.

H.B.: Czy napisanie tej noweli było dla Ciebie terapią?

J.L.: Nie, wręcz przeciwnie. Nie było to oczyszczeniem w żadnym razie, ponieważ moja historia toczy się dalej. Mój syn będzie miał wkrótce 16 lat i już myślę, gdzie skieruje swoje kroki, gdy skończy 19 lat. Przejdziemy pewnie przez ten sam proces zapewnienia mu opieki. Podczas, gdy książka się skończyła, moja historia trwa nadal. To nadal prawdziwe życie.

tłum. Weronika Miksza

Źródło: tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.