14 Cze

Pokonkursowa praca „Napisz i wyląduj razem z nami”

Dzisiaj do kącika czytelniczego powędruje praca z konkursu Facebookowego, kosmicznego konkursu, która zajęła w nim drugie miejsce.
Dla wszystkich, którzy z różnych powodów nie mieli sposobności jej przeczytać, prezentuję historię, która w zasadzie mogła wydarzyć się naprawdę. Przynajmniej postacie są jak najbardziej autentyczne.

Zadaniem konkursowym w tej kategorii bylo napisanie krótkiego teksu opowiadającego o podróży w kosmos. Podróżnicy wyruszają, aby poszukać istot podobnych do nich. Zamiast tego, odkrywają sami siebie. Dowiadują się o sobie ciekawych rzeczy i wzbogaceni powracają na Ziemię.

– Uff!
Yorgi wstał i otarł lśniące kropelki potu z czoła. Pomimo widocznego zmęczenia, wyglądał na zadowolonego z siebie.
– To jak, lecimy, lecimy w ten kosmos? – zaczęła podskakiwać i niecierpliwić się Karai.
– Zaczekaj chwilkę, ty niecierpliwa kobietko – roześmiał się Yorgi i zmierzwił jej kręcone blond włosy. – Nie polecimy, dopóki Srebrna Strzała nie będzie dopracowana.
– Chciałeś powiedzieć: kosmitko? – zabawnie zmarszczyła nos. – Może jakiś spotkamy i będą podobni do nas?
– Nie, tego nie powiedziałem – odparł, lekko zmieszany. – Dobra, wleję trochę paliwa i ruszamy – zmienił pośpiesznie temat.

Chłopak podszedł do lśniącej w blasku słońca maszyny. Chwilę błądził wzrokiem w poszukiwaniu wlewu paliwa. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko; strumienie żółtej cieczy wylewały się z dozownika, by w mgnieniu oka zniknąć w przepastnym baku. Drzwiczki od wlewu zatrzasnęły się z jękiem.
Popatrzyli zaniepokojeni na siebie. Choć nie chcieli się do tego przyznać, bardzo obawiali się podróży, która mogła zmienić ich życie. Starali się nie myśleć o tym, że mogliby już nigdy nie wrócić na Ziemię.
– To jak, gotowa? – Yorgi spojrzał znacząco na towarzyszkę podróży.
– No jasne – roześmiała się i razem wskoczyli do rakiety. Jednak kiedy właz zatrzasnął się, zrozumieli, że nie ma odwrotu.
– Trzy… dwa…jeden… – szepnął Yorgi i pociągnął za dźwignię. Na krótkich włosach w kolorze ciemnego blondu poczuł lepki pot.
Usłyszeli głośne wiuuuuuu i poczuli, jak odrywają się od ziemi.

Przez małe okienko widzieli, jak otoczenie rozpływa się w coraz zawrotniejszym tempie. Kolory zlewały się w jeden wielki kalejdoskop, silniki wyły, dźwięk desperacko gonił coraz prędzej oddalającą się od Ziemi maszynę, a w tym wszystkim dwóch oniemiałych z wrażenia podróżników siedziało skulonych, przeżywając w skupieniu to niezwykłe wydarzenie.
W końcu zapadła cisza. Silniki zaczęły ciszej szumieć, rakieta przestała pędzić, a na szybce pojawiła się cienka warstwa lodu.

Oboje z fascynacją wpatrywali się w zasnutą szronem szybkę.
– Co teraz? – ciszę przerwał szept Karai. Dziewczyna nie ukrywała drżenia. Nie wiadomo, czy bardziej z zimna, czy z targających nią emocji.
– Spokojnie – odparł chłopak, siląc się na zdecydowanie. – To… teraz możemy szukać kosmitów, no nie?
Spojrzała niepewnie na zmrożone szkło.
– Myślisz, że wyjście na zewnątrz jest bezpieczne?
– W zasadzie nie myślałem o tym w ten sposób… – zawahał się i bezwiednie spojrzał w jej oczy. Głęboki błękit sprawił, że zatrzymał się na nich trochę dłużej, niż zazwyczaj.
– Ej, mówił Ci ktoś, że masz piękne, niebieskie oczy? – wyrwało mu się.
– Eeee… Naprawdę dopiero teraz to zauważyłeś? – Niebieskie oczy dziewczyny otworzyły się szerzej, niż zamierzała. Po chwili zakłopotana dodała: – W zasadzie nigdy nie patrzyłam Ci w oczy. Aż do teraz. Też masz ładny kolor oczu, wiesz?
– W dowodzie osobistym mam wpisane „szare” – zamyślił się. – Ale właściwie…
– Nie są szare. – zaprotestowała dziewczyna. – Są niebieskie. Zupełnie jak moje. Znam cię kilka miesięcy, a nigdy nie zwróciłam na to uwagi.
– Może dlatego… – zaczął niepewnie Yorgi – …że teraz mamy tylko siebie i możemy naprawdę porozmawiać, a nie tylko przez fejsa?
– W sumie to masz rację… – przytaknęła. – Ej, to po co właściwie szukamy tych kosmitów?
Zamyślił się na chwilę.
– Wiesz, wydawało mi się, że to świetny pomysł, taki lot w kosmos… Chociaż tak właściwie, kiedyś słyszałem, że skoro wszyscy jesteśmy mieszkańcami kosmosu… eee… to wszyscy jesteśmy kosmitami! – wypalił.
– Faktycznie… ej, może wracajmy, póki nie jesteśmy za daleko? – zasugerowała nieśmiało. – Tu jest zimno i nieprzyjemnie. Nie tak wyobrażałam sobie kosmos. W książkach wyglądał o wiele przyjemniej.
– Jeszcze mamy chyba dość paliwa, żeby wrócić…. mrugnął porozumiewawczo okiem Yorgi i pociągnął za ukrytą dotychczas wajchę.
– Nie mówiłeś, że masz asa w rękawie – zauważyła z uśmiechem.
– W zasadzie jeszcze wielu rzeczy Ci nie powiedziałem – odparł tajemniczo. – Wracamy szukać kosmitów na Ziemi!

Ryk silnika zagłuszył gromki śmiech dwóch kosmitów.

Weronika Miksza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.