10 Cze

Neuronietypowość w natarciu

Mowa nienawiści, szczególnie w dzisiejszych czasach, może dotknąć każdego.

Nie mam na myśli jedynie „hejtu” w stosunku do osób o odmiennej orientacji seksualnej, czy manifestującej jakąś odmienność w sposób znaczący, chociaż te grupy ze względu na swój głośny sprzeciw są na fali. Nie tylko. Kto przeżył okres szkolnej edukacji czy nieudane próby socjalizacji, ten wie, że osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, szczególnie wznoszące się ponad średnią funkcjonowania, mogą usłyszeć parę ciepłych słów na swój temat albo poczuć czyjąś niechęć na własnej skórze. Już pomijam, że ten mechanizm działania w wykonaniu ludzi jest mało zrozumiały, choć można do niego dopasować szereg teorii i wyjaśnień, a jeszcze mniej – akceptowalny.

Czy my – neuronietypowi – mamy prawo, a wręcz obowiązek odpłacać się tym samym?

Kiedy sięgam pamięcią wstecz, pamiętam, że wielokrotnie doświadczałam odrzucenia ze strony innych ludzi i grupy rówieśniczej. Jeszcze więcej usłyszałam o sobie ciepłych słów. Zdarzały się głupie żarty typu: smar na mojej twarzy czy zamknięcie w drewnianej budzie pod płotem w czasach, kiedy starsi koledzy z podwórka budowali bazy z pozyskanych z okolicy palet i desek. Za zadurzenie się w innym Aspim w czasach nastoletnich solidnie mi się oberwało (swoją drogą, to ciekawe, że po latach przyznał się, że odebrał to jako nabijanie się z niego). Na każdym etapie edukacji miałam trudne relacje z innymi ludźmi lub nie było ich wcale. Mieć ASD to jedno, a trudny charakter to drugie.

Lecz z perspektywy czasu wiem jedno: nie czuję się ofiarą „złych, neurotypowych ludzi”. Bardzo się cieszę, że chodziłam do zwykłej szkoły masowej i nie byłam na nauczaniu indywidualnym. Dopóki nie panowałam nad swoją innością i nie nabyłam umiejętności skuteczniejszego wtapiania się w tłum, musiałam liczyć się z tym, że swoją innością mogę dać komuś popalić. Bo tak było. Pomimo wzorowego zachowania, listę wykroczeń przeciw społecznemu mogę wymieniać w nieskończoność. Choć dziś to nieważne. Ważniejsze jest to, że nie czuję nienawiści do szkoły i nauczycieli. Popełnili kilka błędów, ale byli też tacy, którzy potem mi to wynagradzali. Nigdy nie zapomnę, jak matematyczka z gimnazjum, która przez 3 lata natrząsała się z mojego matematycznego języka, pod koniec 3 klasy publicznie… hm, można powiedzieć, mnie uhonorowała.

Znacznie bliższa nienawiści jestem w stosunku do własnej rodziny, w której całe życie dorastałam bez diagnozy. Z biegiem lat moja inność zaczęła być widoczna, a teraz nie chcę jej ukrywać. Lecz znów: nie jest to nienawiść. Raczej żal, że większość bliskich nie podjęła próby zrozumienia mojego innego systemu operacyjnego, pomimo innych przypadków ASD występujących w rodzinie. Zrozumienia i wgłębienia się w tematu – brak. Czy powinnam im życzyć, żeby dostali Aspiego/autystę w przyszłości w prezencie i musieli się sami z tym zmierzyć? Chyba nie powinnam. Mimo niełatwych przejść, dużej ilości słów, które się pamięta, nieraz ostrego stawiania sprawy z mojej strony, nie wyzywam ich od neurotypowych… ponieważ nigdy nie poddali się diagnozie, skąd mam wiedzieć, że takimi są? 🙂

Mimowolnie dziwnie mi się robi, czytając hasła w rodzaju „Napatrzyłeś się? To spadaj!”, „Nie jestem geniuszem. Ty też nie”, mające rzekomo obrazować stosunek Aspich do neurotypowych. „O tak, jestem groźny i gryzę” – to bardzo pomaga ogólnemu obrazowi (znaczy nie pomaga). Obstaję przy podejściu, że z innymi trzeba żyć dobrze, nieważne, kim są i jak się odnoszą. Nie wszyscy neurotypowi są tępi i mało lotni, jak zdają się sugerować tego rodzaju hasła. Z drugiej strony: ja nie jestem niczemu winna, dostając geny ASD w pakiecie startowym. Po prostu z tym żyję. Staram się nie być trudna w obsłudze. I nie mam do nikogo pretensji… Może czasem mam ochotę przypomnieć swoim rodzicom, że taka jestem z połączenia ich genów, ale jest w tym więcej frustracji.

Czasami wydaje mi się, że koegzystencja neurotypowych i neuronietypowych podobna jest do istnienia mutantów i ludzi w serii X-Men… Jakiś naukowiec rzucił już ponoć teorią o zespole Aspergera jako wyższym poziomie ewolucji. Nie potwierdzam – nie zaprzeczam.

Weronika Miksza

2 myśli na temat “Neuronietypowość w natarciu

  1. > „O tak, jestem groźny i gryzę” – to bardzo pomaga ogólnemu obrazowi (znaczy nie pomaga).

    Ale na pewnym etapie życia odstraszanie świetnie się sprawdza.

    „Dał ci Bóg nikczemną postać, jeśli się ludzie nie będą ciebie bali, to się będą z ciebie śmieli.”
    – Michał Wołodyjowski w „Potopie” Henryka Sienkiewicza (cytuję za http://literat.ug.edu.pl/potop/0009.htm )

    1. Sprawdza się… do czasu, kiedy tak wchodzisz w rolę, że zaczyna to rzutować na Twoje funkcjonowanie (przerabiałam). Na dłuższą metę nie warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.