31 Maj

Przypowieść o normalności

Dzisiejszą refleksję w sposób szczególny dedykuję rodzicom dzieci z ASD, przed którymi wciąż staje widmo dorastania ich pociech. Wymienione osoby nazwijmy roboczo: N1, N2, N3 i A.

Jakiś czas temu, w jednej z gastronomicznych knajpek spotkały się trzy blondynki. Wszystkie są wziętymi studentkami i mieszkają w jednym mieście. Rozmowa nawet się klei; wydawać by się mogło, że jest całkiem miło. Jednak chwilę później pada pierwsze narzekanie, a za nimi – efektem domina – sypią się kolejne.

Odzywa się „N1”:
– No… kończę już tę magisterkę i pora chyba zacząć robić staż zawodowy. Ale nie ma tu ofert pracy, większość to wyjazdy za granicę do opieki nad starszymi. Mogłabym wyjechać do innego miasta.. ale nie wiem, nie chcę siedzieć rodzinie mojego przyszłego chłopaka na głowie. A on nie bardzo chce na magisterkę tam wracać… W zasadzie nic mnie tu nie trzyma, mogłabym wyjechać. Tylko co powiedzą w domu? Ech…

– Taaa, nie tak miało być… – krzywi się „N2”. – Nudzi mnie już to miasto. Miałam zrobić prawo jazdy, ale teraz jest sesja, to nie mam kiedy się uczyć do teorii… a jeszcze mam egzamin warunkowy. Zarabiam grosze na tych hostessach… a tu dwie imprezy urodzinowe… No i nie wiem, co z tym rocznym wyjazdem do Stanów…. miałam jechać, ale mi się komplikuje w życiu osobistym… jest ktoś i trwa to już pół roku, ale nie ma żadnej oficjalnej deklaracji. W sumie jest starszy, ale ciągle mieszka z rodzicami… i ciągle go naciskają, żeby mieszkał z nimi do ślubu, bo są tacy konserwatywni… I w ogóle, on się krzywi na myśl, że miałabym wyjechać na dwa miesiące do pracy. Ja to taka Matka-Polka jestem, wszystkim bym rozdała… Ej, ale wiecie co? – ożywia się nagle. – „N3” (tu pada imię) nie zdała matury! Leń jeden, tylko 17 procent. A tak ją goniłam! A jak nie zda pisemnych? Ojej, co to będzie? Do Anglii z chłopakiem nie pojedzie, bo się jego rodzice postawili… w ogóle mieszają mu wszyscy w głowie z tym kierunkiem studiów… – niezrażona kontynnuje swój słowotok.

„A” nic nie mówi i siedzi w milczeniu, nie mogąc się przebić. Jak ma powiedzieć, że nic ją te rewelacje nie obchodzą, bo ma swoje życie tu, na miejscu, że ma parę fajnych sugestii ratunkowych i nie brakuje jej wsparcia od obcych ludzi? A przede wszystkim: że mimo problemów codziennych, nie jest aż tak źle? I co najważniejsze, ma w poważaniu co powie mama, skoro dawno się wyprowadziła? Gdyby tylko chciały posłuchać, mogłyby skorzystać z paru kontaktów… gdyby tylko chciały.

Drodzy Rodzice, opisana powyżej historia zdarzyła się naprawdę. Wszystkie N-ki to osoby neurotypowe, podczas gdy A ma zaburzenie ze spektrum autyzmu. Co z tego wynika:

1. Jak widzicie po opisach, wchodzenie w poziom rozwoju młodego dorosłego jest tak samo ciężkie dla WSZYSTKICH nastolatków. Równocześnie, jest to coś, co będą musieli przejść wszyscy. To, czy jest diagnoza o byciu w spektrum, czy nie, nie zmieni praw biologii. Nie będzie lepiej, nie będzie gorzej, każdy będzie przeżywał to… inaczej. Może będzie trochę sensorycznych zatrzęsień i niezbędne będzie lekkie wsparcie farmakologiczne albo terapia… a może wyjście z okresu dojrzewania stanie się dopiero początkiem obiecującego rozwoju, w momencie, gdy z osoba z ASD zacznie o sobie decydować. Oczywiście, zawsze można podnieść argument, że u dziecka z ASD będzie gorzej. Otóż niekoniecznie. Im szybciej ono przekona się na własnej skórze, jak wygląda życie, tym większą ma szansę wtopić się w otoczenie i znaleźć receptę na szczęście.

2. W życiu każdego nastolatka (nie tylko tego z ASD) naturalne jest odłączenie od rodziców w pewnym wieku. To wtedy organizm jest poddany największej stymulacji i wtedy może dokonać się najwięcej korzystnych zmian. Czym później nastąpi rozbrat z rodzicami, tym bardziej będzie to rzutować na samodzielność. Specyfika spektrum polega na tym, że część nie będzie mogła odłączyć się nigdy ze względu na niski poziom funkcjonowania, ale mam na myśli raczej parasol ochronny, jaki zdarza się rodzicom roztaczać w dobrej wierze. Gdy pojawia się strach przed skrzywdzeniem dziecka – to normalne. Z drugiej strony, zaznanie smaku porażki (zwłaszcza w przypadku wybitnych uczniów) w odpowiednim momencie i przy wsparciu obecnym obok może nauczyć więcej, niż najlepsza terapia.

3. Pewne wady związane ze spektrum autyzmu można przekuć w zalety. Jeśli dziecko nie interesuje się ploteczkami rodzinnymi, w przeciwieństwie do osób neurotypowych – pomyślcie, że im mniej wie, tym lepiej śpi. Jeśli nawet Wasze relacje będą szorstkie po wejściu w dorosłość – zawsze będzie Was kochać, tylko inaczej. Również porażka czy „krzywda” mogą mu więcej pomóc, niż zaszkodzić – czasem sprowadzenie na ziemię utemperuje go bardziej, niż najlepsze mniemanie o sobie.

Można by wysnuwać z tego więcej i więcej teorii, więc dodam tylko: nie bójcie się o przyszłość swoich dzieci, Drodzy Rodzice. To, co kluczowe, wymyka się wszelkim terapiom i farmakologii. Ponieważ każdy jest inny  – nie traćcie nadziei!

Weronika Miksza

Chcesz porozmawiać o tym tekście? Pisz na karai@niebieska-fala.pl.

3 myśli na temat “Przypowieść o normalności

  1. > Pewne wady związane ze spektrum autyzmu można przekuć w zalety.

    A pewne rzeczy, które powszechnie uważane są za wady, po prostu są zaletami. Np. tzw. obsesje, czyli silne zainteresowania. Bo np. komuś, kto od dziecka interesuje się pierwiastkami promieniotwórczymi, łatwiej będzie skończyć fizykę. Niestety, spora część rodziców i terapeutów uważa, że z tzw. obsesjami należy walczyć, że zainteresowania dziecka należy próbować zastąpić socjalizacją. Która na koniec i tak okaże się bezużyteczna, bo umiejętność radzenia sobie z innymi dziećmi / nastolatkami i z nudnymi ciociami oraz wujkami nie jest konieczna w dorosłym życiu.

  2. Wanderrate, nic ująć, nic dodać. Tyle, że gramy w grę świata, przynajmniej do pewnego stopnia. Im starsi jesteśmy, tym łatwiej stawiać granice.

    Jak dziecko jest rozgarnięte, to wysiłki zastąpienia i tak spełzną na niczym. Szkoda tylko tych, którzy dadzą się urobić…

    Sztuką jest odróżniać, podobnie jak dobro od zła. I znaleźć równowagę 🙂

  3. @ Karai:
    > Jak dziecko jest rozgarnięte, to wysiłki zastąpienia i tak spełzną na niczym. Szkoda tylko tych, którzy dadzą się urobić…

    Zależy, jak mocno byłoby naciskane. AFAIK nie w Polsce i nie wysokofunkcjonujących, ale autyków w ramach „terapii” czasem wali się prądem. Cytuję:

    „In 2002, JRC staff shocked Andre McCollins, a black and autistic teenager, 31 times in seven hours while in four-point restraints for refusing to take off his jacket (and saying “no”) when asked.”
    https://autistichoya.net/judge-rotenberg-center/

    Ja raczej nie wytrzymałubym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.